sobota, 27 kwietnia 2013

Buka - "Wspaniały widok na nic interesującego" - recenzja

Nie od dziś wiadomo, że ludzi różnią gusta, odczucia estetyczne, punkty widzenia. Jednak równie jasny jest fakt, że obok pewnych kwestii nie da się przejść obojętnie- czy to wyrazić opinie w wydźwięku negatywnym czy pozytywnym, jednak siła bodźców pewnych aspektów jest na tyle silna, że pozostawia ślad, ślad w naszej duszy. Jednym z takich artystów, pisany przez wielkie A jest członek Sumystyli- Mateusz, Buka.

Hip-Hop ma łączyć, nie dzielić. Część rapu, pierwiastek sprawiający, że zmysły zaczynają korelować ze sobą tworząc wielkie bum szalejących neuronów tworzących doznania estetyczne zdecydowanie łączy kubki smakowe w jeden- smak ocierający się o poezję. Wspaniały widok na nic interesującego, to podróż. Podróż w głąb psychiki twórcy, tego co tak naprawdę w nim drzemie. Jest krzykiem do ogłupionych mas, o przebudzenie. Jest wyrazem myśli młodego zdolnego człowieka chcącego mieć nie werbalny kontakt ze słuchaczami. To co nie wątpliwie różni go od większości raperów to fakt, że nie ogłupia on swoich słuchaczy pseudo popeliną. Nie jest częścią błazenady a znacznie swoją twórczością po za jej ramy wykracza. Edukuje.

Pierwszy utwór to poszukiwanie, poszukiwanie muzy artysty wzniesienie popularnego okrzyku Eviva l’arte! Hołdu, który stał się słynny już za czasów mojego prywatnie ulubionego pisarza Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Buka podobnie jak Tetmajer nie używa szablonów, jego myślenie, punkt widzenia tworzy własny kanon. Po wstępnym wspaniałym widoku, następuje symboliczne wzniesienie toastu. Najpiękniejsze dzieła powstają w bólu. Bólu nie tylko osobistych przeżyć ale i realiów. Wznieśmy toast to kpina z rzeczywistości, która kieruje się symboliką mocniej aniżeli własnymi odczuciami. To krzyk w tłumie ślepo brnących mas, których opium dają realia. W ich środku jest bardzo wrażliwy człowiek, który zaczyna mieć po prostu wyjebane. Ale mylnie – to nie świat robi z nas skurwysynów, nimi stajemy się albo nie. Świat może śmiać się nam w twarz ale my możemy założyć różowe, bądź okulary zmieniające program na nasz własny.

I tutaj pojawia się nadzieja, trzeci utwór na playliście. Klimat tworzy oczywiście tło, ale jego sednem jest dykcja, sposób wysławiania się i najważniejsze- to co mówimy. Wspaniały widok, wszystko wygląda pięknie z boku. Nic interesującego, rutyna po pięknej kąpieli, kąpieli w miłości. Nadzieja może i matką głupich, ale daje siły by w tym paradoksalnym obrazie trwać.

Po swego rodzaju wstępie, czas zamknąć oczy i zastanowić się nad swoim losem. Taki właśnie jest kolejny utwór Buki feat Skor. Oddanie hołdu życiu, temu co najpiękniejsze, najistotniejsze. I nie chodzi tutaj o aspekty wymieniane, ale o całość, którą logicznie, sensownie przedstawia raper. Kolaboruje w tym utworze ze Skorem, który dorównuje mu talentem- jeśli nie przewyższa. Przepiękne epitety, uosobienia i ożywienia, które odnajdujemy w głębi lirycznej strony artysty. Obaj brzmią w tym utworze bezbłędnie.

Evviva l'arte – Niech żyje sztuka! To negacja wszelkich fałszywych wizji na temat życia nie tuzinkowego rapera. Sprostowanie naginanych przez osoby trzecie realiów. Uświadomienie słuchaczy ale i utwierdzenie się samemu w przekonaniu po co się tworzy, kto jest muzą. Negacja stereotypowych punktów widzenia, ale to wszystko skąpane w świadomości, że są różni ludzie i nigdy do końca się tego nie wyklaruje.

Na zauważenie zasługują nie wątpliwie Orchidee, Piaski Klepsydr, Zanim powiem nara. Pierwszy z nich jest esencją eliksiru miłości, którą w paradoksalny sposób przedstawia autor. Z jednej strony ma świadomość tego, że bez ukochanej nie wiele istnieje, z drugiej broni się przed tym uczuciem. Co wzmaga efekt absurdu podszytego nutką euforii zmieszanej z melancholią – z czego wynika jedno wielkie emocjonalne westchnienie artysty nad jego losem.

Piaski Klepsydr, utwór, który mnie zaintrygował Buka, dobrał na swojej płycie wybitnych raperów, z kręgu równie charakterystycznego, kręgu charakterystycznej twórczości- przede wszystkim mądrych tekstów, emocjonalnego podejścia do każdego utworu, nie monotematycznych spojrzeń. Kolejny utwór mówiący o wspomnieniach, plaski klepsydr czas, który przeminął ale zostawił wyraźny ślad, osad na szkle po swoim bytowaniu, który ocierając się o skórę uwiera. Bisz z kolei wskrzesza w sobie bunt przeciwko ludzkości, całemu syfowi, który nas otacza. Ludzkości, która podcina skrzydła wrażliwemu na bodźce artyście. Jest przeciwko tykającemu zegarowi, który nie zawróci, nie przeprosi.

Zanim powiem Nara, pocałunek śmierci w stosunku do osób, które degradują rzeczywistość, w której jest nam dane rozwijać się i łapać przez nich regres- mentalny. Jest też afirmacją bytu, własnego progresu, dążenia do celu. Świadomości swojego poziomu i odbiegania od kanonów, które zamykają w czterech ścianach bijących echem powracającym do umysłu. Płyta Buki działa, bardzo silnie działa nie tylko na wyobraźnie ale i na stosunek względem artysty. Jest możliwością poznania do przez przeciętnego słuchacza od podszewki. Ten wrażliwy ale i odporny na stymulujące do z zewnątrz aspekty młody twórca nie zapomina kim jest i po co tworzy, z kim współgra. Płyta jest bardzo przemyślaną kombinacją wzlotów i upadków na poziomach bytowania ze wszechświatem. On tworzy jego własną część, nie zależną od syfu otaczającego. Nie da się odciąć od stymulantów ale da się zażywać odpowiednie środki w postaci aprobaty twórczości. Jedno jest pewne warto śledzić jego twórczość, poznawać jego wnętrze w tekstach, które są nie tuzinkowe i kolorują szarą często rzeczywistość.

Autorką recenzji jest Magdalena Kuprowska


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Twitter Facebook Feed